Sobota 6 rano, piękna, słoneczna pogoda, trochę błądzenia po Warszawie i wreszcie cały skład na pokładzie. Towarzystwo w dobrym humorze, chyba nikt jeszcze nie wie co nas czeka. Dwie i pół godziny drogi szybko mija i przed 9 spotykamy się z Trenerem.
Kazik sprawia wrażenie wyluzowanego więc po cichu mamy nadzieję, że kursik będzie przebiegał łatwo i przyjemnie. Czas pokaże jak bardzo się myliliśmy….
- To co? Mała herbatka i do jeziora – zarządza Kazik. Wygląda na to , że się zaczęło…
Baza nurkowa mieści się w ośrodku “Joanna”. Witamy się z Andrzejem Mrozem, szefem bazy i zaczynamy przygotowywać sprzęt nurkowy. Kazik dokładnie analizuje nasze konfiguracje, padają pierwsze propozycje zmian, ulepszeń itd. Powoli zaczynam orientować się, że ten nasz wyluzowany instruktor to chyba w rzeczywistości pełną gębą perfekcjonista.
Sprzęt wreszcie sklarowany, więc najwyższy czas do wody. Zaczynamy od platformy na 6 metrach. Tutaj wykonujemy kilka ćwiczeń i od razu zaczynają się schody. Okazuje się, że w wyważaniu się to my niestety nie jesteśmy ideałami, że pływanie bez maski to jednak nie nasza najmocniejsza strona, a jeśli chodzi o współpracę w grupie to zdecydowanie trafiła się trójka indywidualistów. Krótka przerwa na powierzchni, podsumowanie nura (po którym okazuje się ,że nasze umiejętności są nieco mniejsze niż nasze braki) i wskakujemy w zimne pianki nurkowe na drugie nurkowanie. Tym razem podwodny spacerek, schodzimy na kilkanaście metrów, szlifując naszą pływalność. Po dotarciu na powierzchnię szybko pakujemy sprzęt nurkowy i wracamy do naszej kwatery, żeby natychmiast coś upichcić i zapanować nad głodem. A wieczorem oczywiście wykładzik.